baner
 
 
 
 
baner
 
 
 
2023-08-08
 

Ekscytujące wspomnienia z okolic Drogi Śmierci w Boliwii

Sami Sauri eksploruje kręte, żwirowe szlaki regionu Yungas otaczającego La Paz w Boliwii.

 

Ludzie mogą mieć różne wyobrażenia na temat tego, czym jest podróżowanie i przygoda – począwszy od samego wyzwania po miejsca, do których może ono zaprowadzić. Dla członkini BASE Collective, Sami Sauri, najważniejsze jest odkrywanie i nawiązywanie relacji. Narzędziem, które jej w tym pomaga, jest rower.

 

„Dzięki rowerowi możesz zbliżyć się do ludzi i krajobrazów w naprawdę unikalny sposób. Uprawiałam w życiu różne sporty, lecz żaden nie zapewnił mi takich emocji i możliwości interakcji z ludźmi, jak rower” – wyjaśnia Sami Sauri.

 

 

Sami, urodzona i wychowana w Barcelonie, zainteresowała się kolarstwem stosunkowo późno, w wieku dwudziestu kilku lat. Początkowo zafascynowana rowerami z ostrym kołem, z czasem postawiła na kolarstwo zawodowe. W ten sposób kilkugodzinne wyprawy zmieniły się w wielotygodniowe trasy, a jazda po wzgórzach w pobliżu domu przekształciła się w eksplorowanie Europy i Stanów Zjednoczonych.

 

Dla Sami rower zawsze był symbolem wolności, a fotografia i film stały się jej nowym środkiem wyrazu. Zmęczona presją rywalizacji, skupiła się na uwiecznianiu przygód i społeczności w międzynarodowym świecie sportu.

 

Jej ambicja dotycząca odkrywania coraz większej liczby miejsc rosła, Sami zaczęła więc poszukiwać nowych okazji do nawiązania kontaktów. Chcąc doświadczyć zupełnie innej kultury w zapierających dech w piersiach krajobrazach, które wydawały się stworzone specjalnie do jazdy po szutrze, wybrała się do Ameryki Południowej.

 

 

„Poszukiwaliśmy czegoś egzotycznego i barwnego, a jednocześnie bardzo odmiennego kulturowo od tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni, ale bez dużej bariery językowej” – mówi. „Zaintrygowała mnie Boliwia”.

 

Znajdujące się na wysokości około 3650 m n.p.m., z populacją ponad 800 tys. mieszkańców, La Paz jest najwyżej położoną stolicą na świecie. Miasto leży w ogromnej dolinie, na skraju płaskowyżu Altiplano. Nad miastem góruje potężna, pokryta śniegiem Illimani, druga co do wysokości góra kraju. Strażniczka La Paz, andyjska perła Boliwii.


Mieszkając od kilku lat poza Gironą, europejską mekką kolarstwa – znajdującą się na wysokości zaledwie 76 m n.p.m. – Sami wiedziała, że jazda szutrowymi szlakami do regionu Yungas otaczającego La Paz (wąski pas lasu wzdłuż wschodniego zbocza Andów) oznacza konieczność przejścia treningu wysokościowego.

 

„Przez dwa i pół tygodnia trenowałam z trenerem w Centrum Sportu Cenit w Gironie” – mówi. „Najpierw pojechałem do Andory na długi weekend, żeby pojeździć i przespać się na szczycie, a potem trener dał mi maskę do treningu wysokościowego. Spędzałam w niej od 2 do 4 godzin dziennie”.

 

 

Kierując się z La Paz do Yungas, Sami pokonywała odległe, wymagające szutrowe drogi na wysokości powyżej 4000 m.

 

„Byłam naprawdę szczęśliwa, że przeszłam taki trening, ponieważ nie sądzę, żebym bez niego była w stanie choć przez chwilę zasnąć lub nawet pospacerować po La Paz. Patrząc z perspektywy, moja trasa pierwszego dnia prowadziła na wysokość 4700 m. To prawie tyle samo, co Mont Blanc.”


Ale pomiędzy wyczerpującymi płuca podjazdami, te rozległe, malownicze krajobrazy oferowały jedne z najlepszych szutrowych tras, jakie można sobie wyobrazić.

 

„Był piękny odcinek singletracku i pomyślałam, że to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam w życiu! Illimani tuż za mną, alpaki wokół – Wow!! Czułam się, jakbym grała w jakimś filmie.”


Jednak nawet przy odpowiedniej aklimatyzacji, spędzanie czasu w Yungas, jazda na rowerze oraz biwakowanie na takiej wysokości, dawało niewiele wytchnienia i wkrótce miało to dać się we znaki.

 

„Szóstego dnia obozowaliśmy na wysokości 3600 m, tak po prostu na zewnątrz, leżąc na naszych materacach. Nie spaliśmy dobrze i rano byliśmy dość zmęczeni” – wspomina Sami. „Ponieważ jechaliśmy tak wysoko, nagle schodziliśmy naprawdę głęboko w doliny, a potem musieliśmy pokonać całą tę wysokość z powrotem. To była najtrudniejsza część.”


Jednak dla Sami w przygodach takich jak ta nie chodzi o samo wyzwanie ani miejsca, które eksploruje, a raczej o interakcje, jakie taka przygoda umożliwia. Być może w najczarniejszym momencie podróży – walcząc ze zmęczeniem i udarem cieplnym, przed kolejną gigantyczną wspinaczką – przypadkowe spotkanie w lokalnej wiosce, w tak trudnej sytuacji, było wszystkim, czego potrzebowała.

 

 

„Zobaczyłam piękny sklep z owocami i cała rodzina wyszła nas przywitać. Dzieci są oczywiście zawsze najbardziej ciekawe tego, co dzieje się w danym momencie” – mówi Sami. „Poznanie tych dziewczynek… myślę, że to wciąż jedno z najlepszych doświadczeń w  moim życiu”.


Podczas gdy wiele lokalnych wiosek Yunga posługuje się rdzennymi językami, dzieci uczęszczające do lokalnych szkół potrafiły mówić po hiszpańsku. Zafascynowane rowerem, jedno po drugim mogły poznać możliwości tej potężnej „maszyny”.

 

Będąc bogatszą o tak wyjątkową relację z miejscową ludnością i odkrywając cel całej przygody, Sami nie było łatwo opuścić wioskę.

 

„Próbowałam nawet zdobyć dla nich kilka rowerów, lecz bardzo trudno jest dostarczyć je do tego miejsca, w samym środku pustkowia w Yungas. Jednak to właśnie czyni to doświadczenie wyjątkowym dla ludzi tam mieszkających. Na przykład, może nikt nigdy wcześniej nie jeździł na rowerze. To nie Girona, ludzie nie są przyzwyczajeni do tego widoku. Myślę, że poznali smak nowego świata, który może ich zaciekawić.




„Rower pozwolił mi dotrzeć do większej liczby miejsc na świecie niż cokolwiek innego, i to dzięki mojej własnej sile i determinacji. Po kilku latach wciąż wracam myślami do Route 66 czy Trans Labrador i myślę sobie: Wow, faktycznie przejechałam długość Stanów Zjednoczonych, a teraz jest tak, jakbym wjechała na prawie 5000m w Boliwii! Takie wyjazdy inspirują mnie i zachęcają do poznawania ludzi z różnych kultur, bo kto wie, co może się z tego narodzić? Może pewnego dnia ta młoda dziewczyna z wioski, która po raz pierwszy zobaczyła rower i próbowała na nim jeździć, przywoła to wspomnienie i gdzieś ją to zaprowadzi?”


Wyprawę Sami wsparła firma Columbia Sportswear.

 

Materiały prasowe

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2024 Goryonline.com