W 1971 roku wybrałem się z rowerem w Tatry, na taborisko pod Wysoką, gdzie odbywał się obóz wspinaczkowy KW Zakopane. Rower ten – a była to kolarzówka Diamant – kupiłem ze dwa lata wcześniej od Jana Magiery, który już wtedy był znanym kolarzem, dwukrotnym mistrzem olimpijskim.

Na rowerze przez Dolinę Białej Wody… Od niedawna znów jest to możliwe
Diamant był lekki i w świetnym stanie. Na kołach miał szytki, czyli opony bez dętek, a manetki działały idealnie. Dołożyłem bagażnik, aby zapakować cały sprzęt wspinaczkowy oraz resztę bagażu i z Mochnaczki pojechałem do Krynicy. Tam udało mi się upchnąć rower do bagażnika autobusu PKS i w ten sposób dotarłem do Zakopanego. Następnego dnia udałem się, oczywiście na rowerze, przez Łysą Polanę do Doliny Białej Wody.
W tym czasie można było przekroczyć granicę z Czechosłowacją dzięki specjalnym przepustkom, które dostawało się wyłącznie w powiatowym urzędzie, w moim przypadku w Nowym Sączu. W ciągu roku można było liczyć wyłącznie na dwie takie przepustki, każda na okres tygodnia. Jeśli za granicą chcieliśmy spędzić za jednym razem całe dwa tygodnie, to po pierwszym należało wrócić na przejście graniczne i zgłosić powrót do Polski, aby można było rozpocząć drugi tydzień pobytu poza krajem. Tak wyglądały ówczesne absurdy, czyli codzienna rzeczywistość w „demoludach”.

Koło leśniczówki w Dolinie Białej Wody, w drodze na taborisko pod Wysoką
Doliną Białej Wody jechałem jakiś czas na rowerze, ale gdy droga stała się bardzo kamienista i stroma, musiałem go prowadzić. Polanka pod Wysoką była cudowna. Ponad namiotami zwieszała się majestatyczna i potężna ściana Młynarza – szczyt marzeń dla wielu młodych taterników. Pod wieczór dotarli pozostali uczestnicy obozu. Nazajutrz rozpoczęliśmy wspinanie i rozeznawanie się w topografii tej części Tatr. Dla mnie jest to jedno z najpiękniejszych miejsc, o ile nie najpiękniejsze. Wokół lasy na Szpismichałowej Czubie, a powyżej Gerlach, Rumanowe Szczyty, Galeria Gankowa, Młynarze… Wiszące dolinki z pięknymi stawami. Liczne stada świstaków, obwieszczające dookoła, kto tu na co dzień jest gospodarzem. Kozice wypasione na bogatych w trawy okolicznych stokach… Przebogata natura, a turystów niezbyt wielu, bo przejście z Łysej Polany do Doliny Wielickiej i Starego Smokowca przeciętnemu piechurowi zajmuje cały dzień. Nie wszyscy się na to decydują, bo to długi szlak i wiedzie przez wysoką przełęcz, Polski Grzebień. Dlatego też zwierzęta czują się tu wyjątkowo bezpiecznie, a w niektórych rejonach nie spotyka się nikogo poza taternikami i filancami (strażnikami TANAP-u).

Widok z Rusinowej Polany na otoczenie Doliny Białej Wody. Do lat 70. stały tam szałasy pasterskie,
w których wspinacze biwakowali za zgodą górali z Gronia
Atmosfera w obozie była wspaniała. Z uczestników zapamiętałem Andrzeja Osika i Julka Klamerusa, z najmłodszego pokolenia. Ten pierwszy przeniósł się do Zakopanego z Bochni, natomiast Julek to góral ze Strążyskiej, z wieloosobowej rodziny. Świetnie opowiadał miejscowe kawały i prawie zawsze był uśmiechnięty. Kolejni młodzi to Zbyszek Młynarczyk i Andrzej Mirga, z typowej rodziny cygańskiej spod Jurgowa. Byli też Włodek Cywiński i Józek Olszewski. W takim oto towarzystwie wybieraliśmy sobie drogi i partnerów do ich przejścia.
Tekst / WALENTY FIUT
Grafiki / EWA MARIA ROMANIAK
* * *
Tekst w całości przeczytasz w 303 (2/2026) numerze Magazynu GÓRY.
GÓRY (czasopismo oraz e-book) można kupić w naszej księgarni Książki Gór > link


