baner
 
 
 
 
 

W najnowszych GÓRACH (266): "A może na... Grossglockner?"

Początkowo ścieżka wiodła łagodnym trawersem, by po kilkuset metrach wyprowadzić na skraj lodowca, gdzie urządziliśmy krótki postój i założyliśmy żelastwo. Choć oficjalnie weszliśmy na lodowiec, nie wiązaliśmy się tu jeszcze sznurkiem, gdyż były to raczej polodowcowe resztki niż faktycznie zagrażające nam zmarznięte pola. Krok za krokiem dotarliśmy w końcu do miejsca, w którym lodowiec nieco okrzepł i nawet przykryty był warstwą śniegu. Stąd bardziej stroma, ale wyraźnie wydeptana ścieżka zaprowadziła nas pod pierwszy trudniejszy technicznie fragment.

Widok z doliny na Grossglockner. Fot. Wojtek Palichleb

 

Zazwyczaj w tym miejscu należy pokonać skalno-lodowy trawers, który jednak teraz był całkiem pozbawiony lodu. Mimo to szliśmy w rakach, nie wiedząc, czego można się spodziewać dalej. Mniej wprawni wpinali się lonżą do zamocowanej w pobliżu stalówki, choć tak naprawdę nie było to konieczne. Trawers wyprowadził na małe plateau, z którego ścieżka biegła granią, nadal ubezpieczona stalową linką. Tu trasa robiła się nieco bardziej stroma, ale asekuracja dodawała pewności. Podejście wyprowadziło pod schronisko Erzherzog-Johann-Hütte, znajdujące się na wysokości 3454 metrów.

 

Fot. Wojtek Palichleb

 

Krótka przerwa na uzupełnienie kalorii oraz płynów i mogliśmy ruszać dalej. Warto pamiętać, że w schroniskach nie nabierzemy wody pitnej za darmo. Kupimy ją w butelkach przy barze, natomiast woda w kranie nie jest zdatna do picia.

 

Alpejska panorama z Kleinglocknera (3770 m). Do szczytu Grossglocknera już niedaleko. Fot. Wojtek Palichleb

 

Niby zostało już tylko około 350 metrów podejścia na szczyt, ale to zdecydowanie najtrudniejszy odcinek. Zaraz za schroniskiem skała schowała się pod śnieżnymi polami, a po chwili również pod lodowcem. Początkowo nie wiązaliśmy się liną, podobnie jak osoby idące przed nami. Wyraźnie wytyczona ścieżka doprowadziła do wylotu słynnej rynny wyprowadzającej na grań. Miejsce to w miesiącach zimowych i wiosennych nie sprawia żadnych problemów technicznych. Natomiast późnym latem jego przejście jest utrudnione, ponieważ roztapiający się śnieg odkrywa leżący po spodem lód. Krótki, ale bardzo stromy odcinek wymagał od nas pełnego skupienia i częstego używania czekanów. Szczęśliwie, udało nam się wydostać na grań, choć powoli zaczynały dawać o sobie znać pierwsze zatory na drodze. Większość osób schodziła już ze szczytu, więc, chcąc nie chcąc, musieliśmy je przepuszczać. Niektóre grupy nie budziły naszego zaufania, mimo że szły z przewodnikiem… Trudno o zaufanie, gdy widzi się siedem osób związanych na jednej linie.

 

Na szczycie! Fot. Wojtek Palichleb

 

Więcej o przygotowaniach do weekendowej wyprawy na Grossglockner dowiecie się z lektury najnowszych GÓR (266) - znajdziecie tam obszerny tekst autorstwa Marka Skowrońskiego z nieformalnej grupy pasjonatów gór, alpinizmu i miłośników wspinaczki skalnej "Do Góry Nogami", założonej przez grono przyjaciół z Dolnego Śląska w 2014r. 

 

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com