baner
 
 
 
 
 
2019-03-17
 

Trudne decyzje pod Jannu: Marcin "Yeti" Tomaszewski rezygnuje z planów zdobycia szczytu.

Nieco zaskakujące wieści dotarły do nas spod Jannu (7711 m n.p.m.), gdzie w bazie pod wschodnią ścianą przed kilkoma dniami zameldował się Marcin "Yeti" Tomaszewski wraz z Dmitrijem Gołowczenką i Siergiejem Niłowem. Nasz alpinista informował niedawno o pierwszym rekonesansie, odbytym pod icefall na wysokości ok. 5100m i o "ważnych decyzjach", które wobec pogarszających się warunków czekają zespół. Po przeanalizowaniu wszystkich "za i przeciw" Marcin uznał, że atakowanie szczytu przy niedostatecznej aklimatyzacji (czas na nią zabrała opóźniona karawana do bazy) jest zbyt wysokim ryzykiem, którego nie może podjąć wbrew rozsądkowi.

Fot. Marcin Tomaszewski/climber - FB

 

Doskonale pamiętamy słowa Marcina, które padły w jego filmowej relacji z Ghunsy, tuż przed wyruszeniem z karawaną do bazy pod wschodnią, dziewiczą ścianą Jannu:

 

"Szczyt nie może być okupiony nawet najmniejszym odmrożonym palcem - nie oddam za niego ani skrawka mojego ciała" 

- deklarował wówczas himalaista 

 

W tak wysokich górach i przy sporym wyzwaniu jakim jest próba pierwszego zdobycia szczytu wschodnią ścianą (sztuki tej na przestrzeni lat próbowało aż 9 różnych zespołów - żadnemu nie udało się choćby zbliżyć do wierzchołka) szafowanie ryzykiem byłoby z pewnością mało rozsądne. A przypomnijmy, że już od samego początku wyprawa napotykała na trudności i musiała radzić sobie z komplikacjami natury pogodowo-logistycznej: karawana ze względu na obfite opady śniegu zmuszona była wybrać inną, dłuższą trasę i dotarła w związku z tym do bazy z czterodniowym opóźnieniem. Jak komentuje Marcin, to opóźnienie było kluczowe dla jego decyzji, ponieważ wpłynęło negatywnie na proces aklimatyzacji:

 

"Usiedliśmy nad kalendarzem, z którego wynika, że nie mamy już czasu i możliwości na jakąkolwiek aklimatyzację. Opóźniona karawana zabrała nam przeznaczony na to czas. Wszystko wskazuje na to, ze na szczyt o wysokości 7711 m n.p.m. będziemy zmuszeni wspinać się w ciągłym ataku z aklimatyzacją jedynie na wysokości bazy 4700 m n.p.m. – najwyżej przespana noc. Kluczowe trudności ściany na wysokości od ok. 6800 m n.p.m. do szczytu zajmą kilka dni bez odpowiedniego przystosowania organizmu do wysokości. Z tego powodu muszę rezygnować z podjęcia się tego wyzwania. Nie jest to dla mnie łatwa decyzja. Akcję na tak dużych wysokościach bez aklimatyzacji uważam za zbyt niebezpieczną dla mojego organizmu, który znam i wiem, że potrzebuje czasu na przystosowanie. To jest granica, której nie mogę przekroczyć dlatego ostatecznie rezygnuję z dalszej działalności." 


relacjonuje Marcin na swoim profilu na FB

Fot. Marcin Tomaszewski/climber - FB

 

Czy oznacza to zatem koniec wyprawy i zarazem marzeń o zdobyciu szczytu? Dla Marcina częściowo tak - wiadomo, że szczytu nie będzie atakował, ale obecnie pomaga Dmitrijowi i Siergiejowi, którzy zdecydowali się na podjęcie ryzyka i kontynuowanie akcji górskiej:

"Dima i Sergey są doświadczonymi wspinaczami i decydują się jednak podjąć to ryzyko na własną odpowiedzialność. Wszystkie decyzje zostały podjęte w przyjaznej, pełnej zrozumienia atmosferze. Obecnie udzielam im wszelkiego możliwego wsparcia i trzymam kciuki za szczęśliwy powrót do bazy." 


- donosi Marcin w dalszej części przywołanego komentarza.

Tak wygląda obóz bazowy, założony na wysokości 4800m w rejonie wschodniej ściany Jannu.
Fot. Marcin Tomaszewski/climber - FB

 

Jak pamiętamy doskonale, wyprawie towarzy od samego początku ekipa filmowa pod kierownictwem Elizy Kubarskiej, reżyserki filmu "The Wall of Shadows - Ściana Cieni", do którego ujęcia powstają właśnie pod wschodnią ścianą Jannu. Od razu rodzi się pytanie czy decyzja Marcina o zaniechaniu prób atakowania tytułowej ściany wpłynie na produkcję i jej dalsze losy. Nasz alpinista odniósł się w swoim długim wpisie również i do tej kwestii:

 

"Produkcja filmu działa na pełnych obrotach, nie wchodzimy sobie w drogę, a atmosfera w bazie jest bez zastrzeżeń. Zmienne wyprawowe dają jednak dużo do myślenia dzięki czemu scenariusz nadal żyje i rozwija się każdego dnia. Z pewnością to nie będzie prosta historia do opowiedzenie, ale za to prawdziwa."

- kończy swój komentarz Yeti. 

 

Nie nam ani komukolwiek oceniać słuszność decyzji Marcina - jest on na tyle doświadczonym alpinistą, że doskonale zdaje sobie sprawę ze skali ryzyka i możliwości własnego organizmu. Życzymy dwójce działających Rosjan powodzenia i dobrej pogody i trzymamy kciuki za bezpieczny powrót całej ekipy. 

 

Źródło: Marcin "Yeti" Tomaszewski - FB

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com