baner
 
 
 
 
baner
 

PŚ Chamonix: Chaehyun Seo i Adam Ondra triumfują w cieniu Mont Blanc

Wielka sensacja u Pań i powrót wielkiego mistrza u Panów - tak w telegraficznym skrócie można by przedstawić wydarzenia, które miały miejsce w sobotę w Chamonix, gdzie rozegrana została druga w tym sezonie runda Pucharu Świata w prowadzeniu. U stóp Mont Blanc zwycięstwo wywalczyli: 15-letnia (sic!) Koreanka Chaehyun Seo oraz powracający na pucharowe salony Adam Ondra. W finałowej stawce sensacyjnie zabrakło Janji Garnbret, która po raz pierwszy w seniorskiej karierze decydującą rundę musiała oglądać z trybun. 

Frekwencja wśród publiczności jak co roku dopisała. Fot. Eddie Fowke - IFSC

 

Zawody rozgrywane w Chamonix słyną z niepowtarzalnej atmosfery, której wydatnym elementem jest przepiękna sceneria, przydająca rywalizacji należytego blasku, a dla startujących i obserwatorów wzmacniająca z pewnością doznania na płaszczyźnie estetycznej. Ściana, na której mają miejsce zmagania, pięknie kontrastuje z okolicznymi ośnieżonymi szczytami - z Mont Blanc na czele. Odpowiednią oprawę zapewnia również miejscowa publika, zawsze tłumnie gromadząca się pod areną zmagań i serwująca wszystkim startującym gorący doping. Jeśli do tych czynników dodamy pomyślną aurę, to dostajemy wręcz idealne okoliczności do delektowania się sportowym spektaklem. Tak właśnie było w miniony weekend, gdzie najlepsi "linowcy" zafundowali nam naprawdę przednie widowisko. Emocjonujący był zwłaszcza finał Panów, na damską rywalizację w decydującej rundzie cień niestety znów rzucił routesetting. 

 

Adam Ondra podczas eliminacji i popisowego no-hand resta. ;-) Fot. Eddie Fowke - The Circuit Climbing

 

Zanim przejdziemy do omówienia wydarzeń z sobotniego wieczoru, podczas którego miała miejsce decydująca, finałowa runda, musimy wspomnieć o tym, co zdarzyło się w półfinale. Tak jak pisaliśmy na wstępie, doszło do niemałej sensacji - niekwestionowana faworytka do zwycięstwa Janja Garnbret pechowo dla siebie popełniła błąd w drugiej części drogi i przedwcześnie spadła, lądując tuż "pod kreską". Takiego scenariusza chyba nikt się nie spodziewał, z samą Słowenką włącznie. Tym samym przerwała swoją kapitalną serię: 26 kolejnych występów w finale Pucharu Świata w prowadzeniu! Należy w tym miejscu podkreślić, że w tym sezonie jej dominacja na pucharowych arenach przybrała wręcz monstrualne rozmiary: wygrywała we wszystkich edycjach boulderowego PŚ, a także w cuglach zwyciężyła przed tygodniem na otwarcie zmagań w prowadzeniu w szwajcarskim Villars. Teraz finał musiała oglądać siedząc wśród publiczności. 

Absencja Janji w finałowej stawce ustawiła Jessicę Pilz w roli faworytki do zgarnięcia złota. Aktualna Mistrzyni Świata z Innsbrucka z pewnością chciała powetować sobie niezbyt udaną inaugurację sezonu (w Villars była dopiero 11, co również komentatorzy określili mianem może nie sensacji, ale na pewno sporej niespodzianki). Austriaczka na finałowej drodze wyglądala najpewniej spośród wszystkich zawodniczek (co ciekawe, Jessy ma zaledwie 22 lata, a była najstarszą dziewczyną w gronie finalistek!), jednak w kluczowym miejscu, gdzie należało wykonać przestrzał lewą ręką ze słabego chwytu do kolejnego, wcale nie lepszego, zabrakło precyzji. Tym samym pogrzebała szansę na zwycięstwo - kolejne dziewczyny odpadały dokładnie w tym samym miejscu: o układzie miejsc na podium zadecydowały więc wyniki z półfinału. A w nim najlepsza była młodziutka, bo zaledwie 15-letnia Koreanka Chaehyun Seo, która przed tygodniem zaliczyła świetny debiut w seniorskiej rywalizacji, kończąc zmagania na 2 miejscu. Teraz mogła cieszyć się z pierwszego zwycięstwa i... objęcia prowadzenia w klasyfikacji generalnej! Druga lokata przypadła w udziale Chince YueTong Zang. Jessica Pilz musiała tym razem zadowolić się brązem, ale podejrzewamy że po falstrarcie w Villars, przed zawodami w Chamonix podium wzięłaby "w ciemno". 

 

Chaehyun Seo w drodze po swoje pierwsze zwycięstwo w seniorskim Pucharze Świata. Fot. Eddie Fowke - IFSC

 

W rozgrywanym chwilę później męskim finale również nie uświadczyliśmy niestety topu, ale tutaj przynajmniej zawodnicy nie spadali w jednym miejscu. Szczególny popis technicznej wirutozerii dał Alex Megos, wykonując efektowny i - co najważniejsze - efektywny szpagat, co spotkało się z aplauzem publiczności. Niemiec prócz świetnego rozciągnięcia i mobilności, pokazał również że nie brakuje mu przysłowiowej "pary" i dotarł aż do chwytu oznaczonego numerem 44, co dało mu w ostatecznym rozrachunku drugą lokatę. Zaledwie jeden chwyt wcześniej spadł aktualny Mistrz Świata, Jakob Schubert - jak zawsze w swoim stylu pokonując ostatnie przechwyty "na odlotach" i walcząc z narastającym "zbułowaniem". Na uwagę zasługuje również występ Hiszpana Alberto Ginesa Lopeza, który - choć przygodę z drogą zakończył wcześniej niż bardziej doświadczeni koledzy - to jednak stoczył przepiękną walkę, pokonując dobrych kilka przechwytów wtedy, gdy wszyscy myśleli, że już lada moment poszybuje ku ziemi. 

 

Adam Ondra na finałowej drodze. Fot. Eddie Fowke - IFSC

 

Ostatnim zawodnikiem pozostałym na placu boju był nie kto inny jak sam Adam Ondra. Czech opuścił inauguracyjne zmagania w Villars, ale widać było gołym okiem, że przerwa od pucharowej rywalizacji nie wybiła go wcale z rytmu - wręcz przeciwnie: na finałowej drodze wspinał się najpewniej, najszybciej i co najważniejsze - najefektywniej. Wielka szkoda dla widowiska, że jego występ nie został okraszony topem, a do tego brakło naprawdę niewiele. Osiągnięty przez niego chwyt z numerkiem 47 wystarczył jednak do pewnego zgarnięcia wygranej.

 

Wyniki - Panie:


 

Wyniki - Panowie:



Jeśli jeszcze nie oglądaliście - polecamy nadrobić. ;-) Poniżej zapis video z finałowej rundy:

 

 

Kolejne zawody Pucharu Świata w prowadzeniu już w następny weekend - pozostajemy we Francji, tym razem gospodarzem będzie położone w Prownasji Briançon.


Źródło: IFSC & własne

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2024 Goryonline.com