baner
 
 
 
 
baner
 

Kyparissi - grecki tuforaj

Za każdym razem, gdy zdarza mi się jechać przez Francję czy Hiszpanię, czyli, jak to mówię, w jedynym słusznym kierunku, ciężko mi uwierzyć w liczbę mijanych po drodze mniej lub bardziej imponujących ścian. Już po raz któryś kręciłam z niedowierzaniem głową na widok majaczących gdzieś w oddali skał, a na usta cisnęły się ciągle te same zdania: „Idę o zakład, że nie ma tam ani jednej drogi”, „Mają tego tyle, że na taką skałkę pewnie nikt nawet nie spojrzał” i w końcu klasyczne „U nas to byłby najlepszy rejon w kraju, z milionem kombinacji”. Nie ujmując nic pięknej polskiej Jurze czy nie mniej urodziwym dolnośląskim Sokolikom, o Tatrach nawet nie wspominając, każdej wizycie u naszych dalszych południowo-zachodnich sąsiadów towarzyszy jednak pewne poczucie niesprawiedliwości. Nie tak miało być, wszystkie te orogenezy i inne dziadostwa dały ciała i wręcz przesadnie upodobały sobie kraje właśnie takie jak Francja, Hiszpania, Włochy czy Grecja.

Angela Eiter na Leokardo 8a w sektorze Babala; fot. Chris Boukoros

 

Nic dziwnego, że co chwilę słyszymy o jakimś kolejnym europejskim „megarejonie”, pretendującym do miana nowej mekki

wspinania sportowego, mimo że mogłoby się wydawać, że nie było, nie ma i nie będzie nic lepszego niż Céüse, oś Lleida – Tarragona czy Mišja Peč. No bo niby jak? A właśnie tak: pewnie mało kto już o tym pamięta, ale tak było chociażby z Rodellar, Geyikbayırı czy Kalymnos, do czego oczywiście w znaczący sposób przyczyniły się imprezy w stylu Petzl Rock Trip.


Zostańmy zatem w klimatach fety i oliwek. Nie minęło dużo czasu, odkąd między innymi dzięki Annie Stöhr i Kilianowi Fischhuberowi rozgłos zyskało Leonidio, a już inny austriacki team wziął na warsztat kolejną grecką miejscówkę. Pomarańczowo-szare ściany z wodospadami tuf, nieskończonymi niczym morze w tle. Brzmi znajomo? Czas pokaże, czy Kyparissi podzieli los Kalymnos, czyli chyba najsłynniejszej wspinaczkowej destynacji w krainie bogów, herosów i igrzysk. Przeczytajcie, dlaczego tak bardzo wierzą w to Angela Eiter i Bernie Reuch.


*


Kyparissi kołatało mi się po głowie już od listopada 2014 roku, kiedy to po raz pierwszy odkryłam potencjał drzemiący w dziewiczych klifach, górujących nad tą małą wioską na wschodnim wybrzeżu Peloponezu. Położona niedaleko znanego już wspinaczom Leonidio i licząca sobie około 400 mieszkańców, Kyparissi z jednej strony otoczona jest przez zbocza górskiego pasma Parnon, z drugiej zaś otwiera się na błękit Morza Mirtejskiego.

 

Odkąd po raz pierwszy opuściłam tę malowniczą krainę, wewnętrzna potrzeba powrotu i eksploracji rejonu pełnego idealnych wapiennych ścian powoli stawała się nie do przezwyciężenia. W końcu udało się ją zaspokoić – rejon odwiedziłam ponownie w czerwcu 2015 roku. Na dobry początek postanowiłam spotkać się z Arisem Theodoropoulosem, jednym z greckich pionierów wspinaczki, w celu zasięgnięcia praktycznych informacji o pobliskim sektorze Babala. Okazało się, że mimo iż ścianę odkryto już w 2005 roku, do tej pory obito na niej zaledwie 25 linii, więc cała reszta tej olbrzymiej skały pozostawała do zagospodarowania. Z pomocą Arisa lokalne władze kontynuują rozwój wspinania w rejonie, dzięki czemu również i ja otrzymałam zaproszenie do rozpoczęcia prac ekiperskich.


Podczas pierwszego podejścia pod sektor dotarło do mnie, z czym naprawdę mam do czynienia – prawdziwy bezkres wspaniale przewieszonych, usianych tufami i futurystycznych wręcz linii, biegnących po wapieniu najwyższej jakości. Kolejnym powodem do radości była obecność mojego chłopaka Berniego i jego pomoc przy ubezpieczaniu dróg, czemu daleko było do przysłowiowej „bułki z masłem”. Minęło trochę czasu, zanim zdecydowaliśmy, od czego chcemy zacząć. W końcu postanowiliśmy skupić się na dwóch niezależnych liniach i jednej kombinacji.


Angy na jednym z projektów; fot. Luka Fonda


Na pierwszy ogień poszła długa, 35-metrowa i mocno wywieszona droga zbierająca tufy wszelkiej maści, która otrzymała nazwę Carpe Diem. Okazała się zresztą totalnie w moim stylu, dzięki czemu, mimo trudności spod znaku 8b+, poddała się dosyć szybko. Druga obita przez nas propozycja stanowiła już jednak nie lada wyzwanie. Niby nie tak długa i nie tak przewieszona jak nasza pierwsza zdobycz, a jednak skomplikowane sekwencje po krawądkach, kaloryferach i mniejszych ściskach robiły swoje, czyniąc z linii poważny sprawdzian mocy. Samo przebrnięcie przez pojedyncze ruchy było – delikatnie mówiąc – dość wymagające, a łańcuch zobaczyłam dopiero za „entą” próbą. Powoli składałam wszystko w całość, jednak brak dobrych stopni skutecznie zrzucał mnie raz za razem.


Dni mijały i zawsze albo słaby kaloryfer na początku, albo skomplikowana sekwencja w połowie, albo wymagająca tufa na końcu nie pozwalały mi na przedarcie się do łańcucha. Sukces przyszedł dopiero ostatniego dnia i do zjazdu wpinałam się jednocześnie superszczęśliwa i supernabita. Drogę postanowiłamnazwać Gloom Of Triumphdla upamiętnienia wszystkich ważnych momentów w mojej wspinaczkowej karierze. Zasugerowałam wycenę 8c, którą mam nadzieję już niebawem zweryfikują inni wspinacze. Trzecia propozycja, czyli Mythos 8b/+ startuje razem z Gloom Of Triumph, by w połowie odbić w prawo trawersem po dobrych podchwytach, a następnie piąć się dalej do góry aż do niezwykłej tufy i wejść w trudną sekwencję niemalże tuż pod łańcuchem.


Mythos 8b+, Babala; fot. Chris Boukoros

 

Otwieranie nowych dróg i dokonywanie pierwszych przejść to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Na razie mam na swoim koncie jedynie kilka takich linii, jednak jest coś wyjątkowego w dotykaniu skały, której nie dotknął nikt wcześniej. To źródło nie tylko osobistego spełnienia, ale też niezwykłej świadomości, że zostawiło się coś dla innych wspinaczy, że po naszych przejściach również oni będą mogli spróbować wspinania w rejonie.

W międzyczasie okolice Kyparissi wzbogaciły się o ponad 150 nowych dróg w szerokim wachlarzu trudności, co i tak stanowi jedynie odsetek lokalnego potencjału, który z pewnością już niedługo zacznie przyciągać coraz liczniejsze grupy wspinaczy. Mimo że wspinanie po kaloryferach znaleźć można również w przydrożnych sektorach, takich jak Watermill czy Jerome’s house, to właśnie ściany Babala oferują najbardziej imponujące perełki i zdecydowanie jedne z najlepszych dróg, jakie kiedykolwiek robiłam.

 

Nagrodą za 50-minutowe podejście jest nie tylko świetne, wyjątkowo długie i przewieszone wspinanie, ale też zapierający dech w piersiach widok na morze. Główna ściana to zestaw potencjalnych projektów zwłaszcza dla mocnych wspinaczy, ale na licznych skałach dookoła Kyparissi tak naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Dodatkowe atuty miejsca, takie jak bliskość zarówno morza, jak i istniejących już sektorów dookoła Leonidio, zapewne szybko sprawią, że Kyparissi na stałe zagości na wspinaczkowej mapie Europy.


Moje dotychczasowe wizyty na pewno nie należały do ostatnich i bardzo chciałabym, by z każdą kolejną miejsce to witało mnie w takim samym, nieskazitelnym stanie. Region to bowiem nietknięta natura, czyste plaże i przemili ludzie. Mam zatem nadzieję, że wszyscy wspinacze, którzy postanowią odwiedzić Kyparissi, zostawiać będą rejon takim, jakim go zastali.


Thanks George 7a, Watermill; fot. Chris Boukoros


INFORMACJE OGÓLNE


Wspinanie: w Kyparissi przeważa lity, pomarańczowo-szary wapień najwyższej jakości. Pod dostatkiem jest wszelkiego rodzaju stalaktytów, kaloryferów, grot i przewieszeń, a wysokość ścian nierzadko przekracza 50 metrów.


Drogi: istniejące drogi ubezpieczone są spitami ze stali nierdzewnej, a większość z nich obili następujący ekiperzy: Dionysis Stravogenis, Aris Theodoropoulos, George Kopalides i Yannis Torelli, Alexandre Berry oraz Claude i Christine Remy. Trzy nowe linie to propozycje mojego chłopaka Berniego Reucha i mojej skromnej osoby.


Sprzęt: co najmniej 70-metrowa lina i 18 ekspresów to niezbędny zestaw na większość dróg.

 

Dzieci: sektory takie jak Watermill czy Kastraki to doskonałe miejsca dla rodzin z dziećmi. Podejścia pod nie są bardzo krótkie i po odpowiednio przygotowanych ścieżkach.

 

Warunki: wspinanie możliwe jest tu przez cały rok, ale najlepszy okres to zdecydowanie wiosna i jesień.

 

Podróż: z Aten do Kyparissi najszybciej jedzie się przez Spartę. Ze Sparty dalej przez wioski Geraki, Agios Dimitrios i Harakas. Podróż autem z Aten zajmuje około czterech godzin (300 km), łącznie z serpentynami na ostatnich dziesięciu kilometrach. (O wiele bardziej komfortowa droga łącząca Kyparissi z Leonidio otwarta została wkrótce po ukazaniu się tego artykułu w GÓRACH, czyli w 2016 roku - przyp. red.)

 

Okolica: w wiosce znajduje się kilka barów i restauracji, dwa mniejsze sklepy i jeden mały supermarket. Próżno tu szukać natomiast stacji benzynowej czy bankomatu. Najpopularniejszymi aktywnościami w okolicy są wędrówki po górach, przeróżne sporty wodne oraz wspinanie.

 

Zakwaterowanie: w Kyparissi znajdzie się opcja zakwaterowania na każdą kieszeń, z cenami rozpoczynającymi się od 30 euro za noc (przystępność tej ceny oczywiście pozostaje dyskusyjna – przyp. red.). Jednak ze względu na ograniczoną liczbę miejsc noclegowych pokoje warto rezerwować z wyprzedzeniem.

 

Teskt: Angela Eiter

Tłumaczenie i wstęp: Monika Młodecka


***

GÓRY 251 (3/2016)


KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com