baner
 
 
 
 
baner
 
 
 
2026-04-07
 

Haute Route - ta jedyna...

Trawers narciarski – pokonanie całego pasma, spędzenie kilku dni w górach, zmaganie się z terenem, warunkami i pogodą, a później wieczorne piwo w schronisku – od zawsze był dla mnie najbardziej pociągającą wersją skialpinizmu. Zaś przejście z Chamonix do Zermatt jest prawdopodobnie najbardziej legendarnym trawersem narciarskim. To ikona tak wielka, że francuska nazwa haute route, która upowszechniła się po pionierskich przygodach na tej trasie, stała się w zasadzie synonimem kilkudniowych tur na całym świecie.

Podejście na lodowiec Argentière


PIONIERZY


Gdy w styczniu 1911 roku czterech przewodników z Chamonix – Joseph Ravanel, Joseph Couttet, Michel Payot i Alfred Simond – wyruszało na pierwszą zimową próbę pokonania trasy łączącej dwa najsłynniejsze alpejskie miasteczka, z pewnością nie przypuszczało, że tworzą historię. Choć samo przejście odbyło się pieszo już w 1861 roku, zrealizowane przez członków British Alpine Club, to właśnie wspomniany trawers narciarski przez Plateau du Couloir otworzył nowy rozdział w historii alpinizmu. Nie tylko przetarł szlaki dla następnych pokoleń, ale de facto zapoczątkował nową dyscyplinę – turystykę narciarską.

 

Śmiałkowie – wyposażeni w drewniane deski bez krawędzi, pojedyncze długie kije i miękkie buty, obładowani namiotami, żywnością i ciężką kamerą – pięć dni wędrowali przez zimowe Alpy. W czasach, gdy nie istniały dokładne prognozy pogody, nie było możliwości wezwania pomocy, a sprzęt ważył kilkukrotnie więcej niż dziś, ich wyczyn był przykładem czystego alpejskiego stylu i determinacji.

 

 Podejście lodowcem na Col du Chardonnet, w tle Petite Aiugille Verte i Aiugille Carree

 

ANATOMIA KLASYKA


Dzisiaj, ponad 100 lat później, Haute Route stanowi jeden z najwspanialszych celów dla skialpinistów z całego świata. To nie tylko trawers – to podróż przez historię alpinizmu i najpiękniejsze zakątki Alp, od stóp Mont Blanc po majestatyczny Matterhorn.

 

Co jednak istotne, trasa nie ma jednego ściśle określonego przebiegu. „Robimy” Haute Route, jeśli docieramy z Chamonix do Zermatt przez góry na nartach, a wariantów jest co najmniej kilka. Klasyczna wersja, którą najczęściej wybierają grupy pod opieką przewodników, zazwyczaj jest rozłożona na pięć lub sześć dni i, jak każda z nich, oferuje kwintesencję narciarstwa wysokogórskiego: lodowce, przełęcze, długie zjazdy oraz niezapomniane widoki.

 

Zakłada jednak skorzystanie z kolejki i taksówki, czego my chcieliśmy uniknąć. Dlatego zdecydowaliśmy się zrealizować inny wariant, dokładnie odwzorowujący rekordowo szybkie przejścia. Bo Haute Route może być turystyczną przygodą, ale również ambitnym projektem górskim.

 

 Zespół w komplecie

 

REKORDY

 

Historia rekordów jest fascynująca – od pierwszego jednodniowego przejścia, przez kolejne próby skracania czasu, aż po dzisiejsze, niemal niewyobrażalne wyniki. Wszystko zaczęło się w maju 2008 roku, gdy Lionel Bonnel i Stéphane Brosse pokonali trasę w czasie 21 godzin i 11 minut.

 

Już w kwietniu 2010 roku zespół Yann Gachet, Laurent Fabre i Anthony Fraissard poprawił ten wynik do 20 godzin, 28 minut i 5 sekund. Dokładnie rok później Jean-François Premat, Alain Premat i Sébastien Baud zeszli poniżej 19 godzin (18:50:29), a w 2013 roku Lionel Claudepierre samotnie pokonał trasę w 18 godzin i 35 minut. Kolejny przełom nastąpił w kwietniu 2016 roku, gdy Bastien Fleury i Olivier Meynet ustanowili wynik 16 godzin i 35 minut.

 

Aktualny rekord – 14 godzin i 54 minuty – należy do zespołu Benjamin Védrines i Samuel Equy. To absolutnie szalony wynik, biorąc pod uwagę, że trasa ma 110 kilometrów długości i 8350 metrów przewyższenia.

 

Wybrawszy wariant szybkich przejść, podzieliliśmy go na trzy piękne i długie dni na początku kwietnia. Co jednak najważniejsze, był on znacznie mniej zatłoczony w porównaniu z podstawową trasą. Pozwoliło nam to zaznać skialpinizmu takiego, jaki kochamy – prostego, męczącego, z dala od wszelkich udogodnień. Spędziliśmy trzy dni w górach, w samotności zespołu, w ciszy i z nieziemskimi widokami.

 

Tekst i zdjęcia / FILIP KUŹNIAK, MICHAŁ I SŁAWEK KAŹMIERCZAKOWIE


* * *

 

Tekst w całości przeczytasz w 302 (1/2026) numerze Magazynu GÓRY.


GÓRY (czasopismo oraz e-book) można kupić w naszej księgarni Książki Gór > link


 



KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2026 Goryonline.com