baner
 
 
 
 
baner
 
2019-01-30
 

David Lama filmowo na “Sagzahn – Verschneidung” (A2/M6)

Ubiegły rok dla Davida Lamy stał pod znakiem mocnych przejść w stylu alpejskim, z czego najgłośniejszym i najbardziej elektryzującym media (nie tylko wspinaczkowe, ale również z mainstreamu "pełną gębą") było bez wątpienia solowe wejście na dziewiczy szczyt Lunag Ri (6 895 m n.p.m.) w Himalajach. Tymczasem przejściem również godnym uwagi, a pozostającym nieco w cieniu wspomnianego wyczynu, austriacki alpinista z Innsbrucka popisał się na początku 2018r. na własnym podwórku. 

David Lama wraz z Peterem Mühlburgerem w trakcie drogi pod ścianę. Fot. Stefan Voitl


Rzecz miała miejsce w tyrolskim Valsertal, czyli dla wychowanego w Innsbrucku Davida oznaczało to wyprawę raptem "za miedzę". Nie o odległość jaką trzeba pokonać by podejść pod ścianę się jednak rozchodzi w trudnej sztuce alpinizmu, a o trudności pokonywanej drogi i o styl. Waga dokonania rośnie, gdy drogę trzeba dopiero wytyczyć, a tak było w przypadku Sagzahn – Verschneidung - mikstowej linii biegnącej ścianą Sagwand, którą to David upatrzył sobie już przed kilkoma laty. Praca nad projektem zajęła Austriakowi w sumie aż 5 sezonów, w trakcie których atakował drogę z różnymi partnerami. Finalnie, udało mu się ją poprowadzić wespół z Peterem Mühlburgerem.

"Peter poprowadził pierwszy wyciag, z dwoma kolejnymi, które były najtrudniejsze na całej drodze, musiałem już zmierzyć sie sam. Jakość skały znacząco odbiegała od ideału, a zimowe warunki dodatkowo utrudniały osadzanie asekuracji.(...) Trzeci wyciąg przecinał dach i biegł dalej odcinkiem z bardzo cienkim lodem - musiałem bardzo ostrożnie stawiać czubki raków w trakcie wspinania. (...) Dwa razy ukruszył się stopień i już widziałem siebie spadającego." - relacjonuje 28-letni Austriak.

"To wszystko jednak wyglądało tak, jak najbardziej lubię. Naprawdę trudny alpinizm, gdzie musisz użyć wszystkiego co masz by wejść na górę." - konstatuje David Lama.

Ostatecznie droga Sagzahn – Verschneidung wyceniona została przez zespół na M6/A2. David w swojej relacji wspomniał, że co prawda ucieszyłoby go bardzo gdyby ktoś zdecydował się powtórzyć jego nową drogę, ale jednak na to nie liczy - w Valsertal raczej "chodzone" są tylko największe klasyki. Kto wie, być może fakt, iż w ofercie rejonu pojawiła się propozycja autorstwa jednego z najwybitniejszych przedstawicieli współczesnego alpinizmu, podziała na potencjalnych śmiałków niczym magnes i pokuszą się chociaż o podjęcie próby? O tym możemy spekulować, sam autor pierwszego przejścia natomiast cieszy się, że już nie będzie musiał mierzyć się po raz wtóry z drogą, stanowiąca dlań swoiste alpinistyczne nemezis:


"Wpatrywałem się w nią (drogę - przyp. red.) tak długi czas, zajęło mi wiele czasu i prób by ją pokonać - za każdym podejściem jej nie doceniałem. Teraz wszystko już za mną - nie muszę już prowadzić ponownie żadnego z tych wyciągów - mogę w końcu spojrzeć na drogę ponownie i czuć głęboką satysfakcję" - podsumowuje swoją relację David Lama. Cóż, niezależnie od tego czy naszym celem są trudne alpejskie klasyki, drogi w skałach czy problemy boulderowe - słowa Austriaka doskonale oddają ten stan, który czujemy po zrealizowaniu projektu. A im trudniejszy, im dłużej przyszło nam czekać, tym ten sukces smakuje lepiej. ;-)

No cóż - starczy już może filozofii i dalszej narracji, resztę powie Wam film dokumentujący przejście, na który z tego miejsca zapraszamy:

 

Źródło: david-lama.com

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com